4.

Listopad 29, 2009

Nie wiem czy istnieje lepszy poprawiacz nastroju niż dzieci i imprezy rodzinne.

Najlepiej w połączeniu.

(:

Może te czary są i ja ich nie zauważam? Nawet wtedy kiedy wracam do domu, tak dobrze znaną mi drogą i kompletnie nie umiem doceniać, że mam dokąd wracać.

Mam do kogo.

Ostatnie lato Lowell spędził z Hardwick w Maine. Do niej wracał tego ostatniego wieczoru. (…)

Zapytana w 1984 roku, co myśli o starości, mówiła, że nie znajduje w niej żadnych zalet, ale “obudzić się to nasz pierwszy i ostatni przywilej”.

Wyraziłam swoją niesamowitą chęć pojechania nad morze i żałuję, że nie mogę tego zrobić.

Mam ochotę zrobić to teraz i w tej chwili.

Dobrze,że nigdy nie zdam na prawo jazdy, bo pewnie byłaby w połowie drogi do Sopotu.

[P. - jakoś dozbieramy na to morze!]

Chociaż z drugiej strony wiem, że muszę zacisnąć zęby, przetrwać ten koszmary tydzień wypełniony poprawami.

W piątek wsiadam w pociąg kierujący się w stronę Warszawy. W sobotę wyląduję w Teatrze Roma na “Upiorze w operze”.

W niedziele na koncercie najwspanialszego zespołu na świecie.

Dawno nie pamiętam, żeby jakiś weekend zapowiadał się tak cudownie jak ten przyszły.

Dodam jeszcze, że wyjazd w stronę Warszawy odbędzie się w  bardzo zacnym gronie. Baaaardzo.

Tak długo na to czekałam…

3.

Listopad 18, 2009

“Nie czytaj tego, jeśli jest ci źle. będzie ci jeszcze gorzej. przeczytaj, gdy będziesz poważna i refleksyjna. I nie płacz. To już zostało opłakane tyle razy.”

No właśnie, ów magiczny dzień. :) Pomimo wszystko, uśmiecham się do tego zdjęcia właśnie, tak jak wtedy kompletnie nie chciało się do mnie uśmiechnąć nic, kompletnie nic, oprócz Ciebie. Potem tych uśmiechów od losu pojawiło się jeszcze trochę, potem ja sama zaczęłam to czynić.. :-) Chciałoby się rzec “niech tak zostanie”.

Ale.. niech przyjdą czary, proszę. Czekam.

Na takie bez ograniczeń i niekończoności, bo ja, głupia, jeszcze w takowe wierzę… ;)

Czekam na pewien moment, w którym w końcu to małe życie uśmiechnie się do mnie w szczerym uśmiechu, od ucha do ucha. Miałam wrażenie, że tak niedawno wyszczerzało się w ironicznym uśmiechu, w sprzecznościach losu. W przerwanych połączeniach, zerwanych rozmowach, wśród zbyt szybko odjeżdżających autobusów i pociągów oraz niemożności zebrania uczuć w słowa.

Co ta temperatura, brak snu i książkowe powroty czynią z człowieka….  Ale jak zawsze, dobrze mi w takiej przeogólnej rozsypie chorobowej. Jest czas na obejrzenie w końcu filmów Allena i doczytaniu tego wszystkiego, co się nazbierało kiedy takowego czasu brakowało.

Niestety, tylko film się sam nie wywoła, ciemni brak, a ja nie mogę się doczekać moich wakacyjnych zdjęć. Chcę je już zobaczyć, bardzo, bardzo.

2.

Listopad 11, 2009

z PNormalnie nie wierzę w to, że dorobiłam się zdjęcia z Patrykiem.

Dobrze,że  się się dzisiaj nie pozabijaliśmy, panie Pysiaku, męski psiapsiółku. ;)

Dziwny jest ten stan, jakby w zawieszeniu, przypomina mi się cytat, którego nie mam nawet odwagi zamieścić, a po cichu, gdzieś tam, bardzo nieśmale, plącze się po mojej głowie. Mam nową głowę, szytą na miarę i nowe oczy.Inaczej patrzę, inaczej interpretuje.

Pewien ktoś zabił mnie ostatnio liczbą. Pół roku.

A potem powiedział dziesiąt, nie naście.

Poczułam się jak skazaniec, jakby to był mój wyrok, a przecież to tylko wskazówka, z której nie umiem korzystać.

Wyszłam czysta, taka nowa i jak na skrzydłach.

Potem wróciło i już zostało.


Bo, Ty jesteś anioł. Ja jestem trup.
Ty jesteś anioł. Ja jestem trup.
Ty jesteś prawda. Ja jestem gówno prawda.
Ty jesteś anioł. Ja jestem trup, ja jestem trup

1.

Listopad 2, 2009

Witam…

Tak postanowiłam zaryzykować, pobawić się, zacząć jak zwykle i na nowo, ulegając ogólnym trendom namiętnego chodzenia na łatwiznę.

I jest sobie wieczór wypełniony dobrą muzyką, dobrą jak zawsze herbatą, ochotą na loki  i kompletnym lenistwem, wszechogarniającym, ze wszystkich stron.:-)

dubblin12

dubblindubbb12dubdubbbwally

dubbbb

Choć nie można powiedzieć, że w Dublinie zostawiłam serce to miasto zrobiło na mnie wrażenie. Potrzebne było mi oddychanie innym powietrzem, odpoczynek, zbieranie swoich myśli po wystawie Muncha i przypomnienie sobie, że moje stawy skokowe dają o sobie znać.  Zdjęcia są takie jakby kompletnie nie moje, tak się czuję oglądając je. Miło było jednak przyczaić się na drugim piętrze autobusu i incognito, zza obiektywu,popatrzeć na świat.

Podoba mi się ten stan, najwygodniej byłoby na czas focenia na ulicy zarzucać na siebie pewnego rodzaju pelerynkę – niewidkę. Pstryk i mnie nie ma, nikt nie reaguje, wszyscy są tacy, jacy są zazwyczaj.

“Marilyn, jak każda kobieta, miała swoją miłosną historię. Każdy jakąś ma. Niektórzy mają ich wiele. Kilku ma niezliczone. Czy ciągle tę samą? Nie o wszystkich się pisze. Jak opisać ten rodzaj miłości, w której każdy odkrywa to, czego o sobie nie wiedział? Można od tego umrzeć. A zresztą, czy o takiej miłości da się opowiedzieć?Istnieją słowa, które wypowiadamy dopiero wtedy, gdy nie są już prawdziwe “kocham cię”. Oraz inne słowa “już cię nie kocham”, które mówimy, by stały się prawdziwe. Zawsze, kiedy mówimy “kocham cie” to zdanie ma także- a czasem wyłącznie- znaczenie “kochaj mnie!”.  (…) Ta miłość była prawdziwą pasją, były upadki, zaczynanie wszystkiego od nowa, sytuacje bez wyjścia, lanie gorzkich łez, mroczne delektowanie się. Pasja przeniesienia. Jeśli miłość jest zawsze wzajemna- każdy kocha, żeby być kochanym- pasja jest asymetryczna. Tak jak zakochany człowiek ogarnięty pasją chce kochać. Ale w skrytości ducha, pałając miłościa do nienawiści, lubi też nie kochać i bez wątpienia nie być także kochanym.”

(: Taki mały uśmiech. Uwielbiam tą książkę.

Hello world!

Listopad 2, 2009

Welcome to WordPress.com. This is your first post. Edit or delete it and start blogging!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.